Wierzę że za rok usłyszę Mazurka Dąbrowskiego rozmowa z Agnieszką Kobus

    Dodane: 2017-10-04

Ryszard Rynkowski śpiewał „Dziewczyny lubią brąz”. Tak na pewno nie jest w przypadku naszych wioślarek, które ciągle dążą do doskonałości, do złota. Od kilku lat wiadomo, że należą do ścisłej światowej czołówki, czego potwierdzeniem były medale zdobyte na zeszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro oraz te wywalczone w miniony weekend na amerykańskim torze w Saracocie. Wśród nich Agnieszka Kobus, zawodniczka AZS AWF Warszawa, która na swoim koncie ma już brązowy medal właśnie z Igrzysk i 4 medale Mistrzostw Europy (dwa srebrne i dwa brązowe). I choć wielu sportowców po osiągnięciu takiego wyniku czuło by się spełnionym nasza zawodniczka nie zwalnia tempa.

Agnieszka Kobus. zdj. Szymon Nawrat

Ciągłe treningi, godziny spędzone na ergometrach, biegach, siłowni i oczywiście wodzie, ciągłe poprawianie najmniejszego detalu, który na torze regatowym przekłada się nieraz na setne sekundy decydujące o medalu sprawiły, że w miniony weekend nasza czwórka podwójna z Agnieszką w łódce po raz kolejny potwierdziła swoją wysoką formę stając na drugim miejscu podium Mistrzostw Świata seniorów w wioślarstwie. Wczoraj reprezentacja, która przypomnijmy wywalczyła w sumie 4 medale (3 srebrne i brąz) wylądowała na warszawskim Okęciu. Zmęczona podróżą ale zadowolona z osiągniętego wyniku Agnieszka Kobus znalazła chwilę by udzielić odpowiedzi na kilka pytań.

Aktywni na Wodzie: Medal Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Europy już masz na swoim koncie ale na podium Mistrzostw Świata jeszcze nie stałaś. Jakie to uczucie?

Agnieszka Kobus: Tak naprawdę to na podium długo się nie nastałam, był to dla mnie jeden z cięższych biegów w karierze. Nie mogłam ustać na podium, brzuch mnie bolał i było mi słabo, pewnie miała na to wpływ także pogoda. Mimo wszystko cieszę się, że mam ten medal, bo jest to mój pierwszy w karierze. Miałam ten najważniejszy dla każdego sportowca olimpijski, a nie miałam medalu Mistrzostw Świata. Choć nie ukrywam, że apetyt był trochę większy.

AnW: Srebrny medal Mistrzostw Świata wywalczony w roku poolimpijskim to sukces, który potwierdza waszą przynależność do światowej czołówki.

AK: Owszem wygląda na to, że poziom polskiej czwórki kobiet od kilku lat jest wysoki, nie jest to przypadek, że na każdych zawodach jesteśmy w czołówce. Po prostu jesteśmy mocne i zbudowałyśmy z trenerami mocną osadę. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu tym bardziej, że w tym roku nastąpiło sporo zmian. Nowy skład, nowy trener a mimo to nadal bardzo szybko pływamy. Na początku się tych zmian trochę obawiałam, ale teraz wiem, że są to właściwe osoby na właściwych miejscach. Zarówno z nowymi koleżankami jak i z trenerem tworzymy bardzo fajną drużynę. Oby było tylko lepiej. Zdaję sobie jednak sprawę, że rok poolimpijski jest troszkę inny. Dużo osób robi przerwę, zmieniają się składy itd.  Jednak wiem, że nasza ekipa nie spoczywa na laurach i będziemy trenować ciężej, aby pokazać, że to nie jest przypadek.

Agnieszka Kobus. zdj. Szymon Nawrat

AnW: Czy jako osada czujecie się liderkami?

AK: Myślę, że znamy swoją wartość. W końcu wygrałyśmy wszystkie 3 edycje Pucharu Świata w tym roku, mamy prawo czuć się silne. W ciągu sezonu wyniki i różnego typu przejazdy utwierdzały nas w tym przekonaniu. Myślę, że łatwiej się startuje z wiarą w siebie i swoją osadę, z pozytywnym nastawieniem i pewnością siebie. Co nie zmienia faktu, że mamy też ogromny szacunek do swojej konkurencji. Holenderki to np. srebrne medalistki Igrzysk z ubiegłego roku.

AnW: Jak bardzo medal Igrzysk Olimpijskich zmienił Twoje życie?

AK: Tak naprawdę zmienił niewiele. Jestem tą samą szaloną osobą co wcześniej. Wioślarstwo to mało medialna i niszowa dyscyplina sportu dlatego też myślę, że niewiele zmienia w naszym życiu pod względem rozpoznawalności. Owszem osoby, które interesują się sportem szanują wysiłek i pracę i jest to bardzo miłe. Ale tak naprawdę szał na medal z Igrzysk jest od razu po nich. Jednak to „5 minut” jest bardzo przyjemne i warte wszystkiego.

AnW: Czy po zdobyciu medalu na Igrzyskach czujesz się zawodniczką spełnioną?

AK: Jak widać nie, bo dalej trenuję. Chociaż na pewno zmieniłam swoje podejście, staram się mniej stresować i czerpać więcej przyjemności z tego co robię. Prosto mówiąc po prostu wyluzowałam trochę pod względem psychicznym. Wiem, że zrobiłam już bardzo wiele sama czasem nie mogę w to uwierzyć, że naprawdę całkiem niezła ze mnie wioślarka. Jak wiadomo też apetyt rośnie w miarę jedzenia i mój jest jeszcze niezaspokojony. Choć cieszy mnie to, że z roku na rok jest co raz lepiej: Mistrzostwa Świata 2015-4 miejsce, Igrzyska 2016-3 miejsce, Mistrzostwa Świata 2017- 2 miejsce. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu, ale wierzę w to, że za rok usłyszę Mazurka Dąbrowskiego. W końcu od marzeń i wiary wszystko się zaczyna…

AnW: Jak wyglądały ostatnie miesiące przygotowań?

AK: Ostatnie miesiące już po ostatnim Pucharze Świata szybko leciały i były intensywne. Na początku miałyśmy tydzień odpoczynku w domu, aby nabrać chęci do treningu i trochę zresetować się psychicznie w domu. Potem ciężkie zgrupowanie bez wody w Zakopanem czyli bardzo duża objętość i niska intensywność, Treningi były długie i nudne tak na prawdę, tak jakby budowałyśmy bazę od początku. Później zgrupowanie w COS OPO Wałcz, no i tam już było przyjemniej, treningi były intensywne, krótsze. Czuć było, że ta łódka płynie szybko.. Chwilę przed wylotem była chwila zwątpienia ze względu na huragan Irma, tak naprawdę nie wiedzieliśmy do końca czy Mistrzostwa się odbędą. Loty mieliśmy dwa razy przekładane, na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

AnW: Jakie są wasze najbliższe plany?

AK: Moje najbliższe plany są takie, aby odpocząć. A tak naprawdę 10 października czyli tydzień po przylocie czeka mnie zabieg osteotomii szczęki . Ze swoim doktorem śmiejemy się, że pomimo mojej wady i tego, że prawie nie oddycham przez nos zdobyłam brąz olimpijski, to już możemy obstawiać zakłady bukmacherskie na Tokio. No i pod koniec roku czeka mnie ślub. Mam nadzieję, że po operacji szybko dojdę do siebie i w listopadzie będę mogła pozwolić sobie na jakiś wyjazd, w końcu kocham podróże, ale czas pokaże.

AnW: Czy po tak długim czasie spędzonym razem przyda Wam się odpoczynek?

AK: Zdecydowanie! Taka przerwa dobrze zrobi i dla umysłu i dla ciała.

AnW: Nie możemy też nie zapytać się jak układa się współpraca z nowym trenerem?

AK: Co ja mogę powiedzieć, wyniki mówią za siebie. Mimo to nie ukrywam, że na początku się obawiałam tej zmiany. Jednak całą swoją karierę w kadrze przepracowałam z trenerem Witkowskim i byłam po prostu do pewnych schematów i zachowań przyzwyczajona. Z nowym trenerem na początku było różnie, ale myślę, że wynikało to z innego podejścia i charakteru. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że jestem zadowolona wszyscy się poznaliśmy, jest bardzo fajna atmosfera i są dobre wyniki, więc naprawdę nie ma co narzekać .