W wyścigu ósemek górą osada Politechniki Warszawskiej

    Dodane: 2020-10-28

W piękny sobotni dzień w Warszawie już po raz 69. odbył się wyścig wioślarskich ósemek pomiędzy Uniwersytetem a Politechniką. Tak jak w ostatnich latach zwyciężyli stołeczni inżynierowie. Ale tym razem ważniejsze było to, że udało się podtrzymać ciągłość zmagań.

źródło PZTW

W rozgrywanych na Kanale Żerańskim Warsaw River Race stawiło się łącznie 18 osad żeńskich, męskich i mieszanych, które startowały m.in. w wyścigach na czas.

Główną atrakcją imprezy, której organizatorem jest AZS Warszawa było starcie pomiędzy ósemkami Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej. Zwycięska passa uczelni technicznej trwa już ponad dekadę i w tym roku została podtrzymana. Po raz 11 z rzędu triumfowała Politechnika pokonując 1000 m w czasie 3 minuty i 8 sekund. Przeciwnicy potrzebowali na przepłynięcie dystansu 25 sekund więcej (3:33).

"Cieszę się bardzo, że wygraliśmy. To mój drugi sezon, więc to jeszcze dla mnie nowość i nie mogę powiedzieć, że się przyzwyczaiłem do zwycięstw. Warunki były idealne, trochę chyba płynęliśmy pod wiatr, ale nie było tego zbytnio czuć. W ogóle na kanale się super pływa. Jestem przyzwyczajony do pływania na Wiśle, a tu jak schodzę to nie ma takich prądów czy zawirowań. Mam nadzieję, że uda się podtrzymać ciągłość tych regat, bo w ostatnim czasie Uniwersytet Warszawski miał problem z zebraniem składu i liczę, że się odbudują" – powiedział Maciej Koperski, szlakowy Politechniki Warszawskiej.

Niewiele brakowało, a pojedynek między uczelniami trzeba byłoby przełożyć, tak jak tegoroczne regaty na Tamizie The Boat Race (wyścig pomiędzy Oxford i Cambridge), które z powodu pandemii zostały odwołane jeszcze w marcu.

"Udało nam się zrobić to, czego nie udało się zrobić w Londynie. Odwołanie wyścigu między Oxford i Cambridge było wielką sensacją. Jeszcze wczoraj po komunikacie dotyczącym zakazu zgrupowań powyżej 5 osób zrobiliśmy naradę trenerską debatując czy to rozporządzenie obejmuje sport? Bo jeśli tak, to czy nie zrobić wyścigu na czwórkach? Byliśmy na to przygotowani, tak żeby podtrzymać rywalizację. Regatom pewnie było daleko do tych z najlepszych czasów, ale ważne że tradycja została zachowana" – powiedział Robert Borys z osady Uniwersytetu Warszawskiego i jeden z organizatorów zawodów.

Bardziej zabawowy charakter miała rywalizacja smoczych łodzi na dystansie 2000 m. Dyscyplina wywodzi się z Chin, gdzie pływano od dawien dawna, a wszystko związane była z tamtejszymi obrzędami religijnymi. Tradycja przeobraziła się w sport znany na całym świecie.

W Warszawie do walki stanęły cztery osady. Zwyciężyli Obrotowce z czasem 15 minut i 25 sekund i jako jedyni łamiąc barierę 16 minut.

"Większość z nas wywodzi się z kajakarstwa, albo pływało na kanadyjkach i ruch tu jest podobny. Tym razem na łódkach było po sześć osób, więc trzeba było się sprężać, żeby przepłynąć ten dystans. To cztery osoby mniej niż zazwyczaj pływa, więc bardzo dużo. Kanał jest wąski i nie ma tu możliwości, żeby ruszyć ze startu wspólnego. Dlatego ruszaliśmy co 30 sekund, żeby sobie nie przeszkadzać. Ale to widać kiedy jest się szybszym rywali. Choć wolę bezpośrednią rywalizację" – wyjaśnia Anna Miernowska, która płynęła w osadzie "Pędzące Jeże".

Na najlepszych czekały dyplomy, puchary i medale. Organizatorzy już myślą o przyszłym roku, bo wtedy odbędzie jubileuszowy 70. wyścig pomiędzy Uniwersytetem i Politechniką.

 

źródło www.pztw.pl