8 lat temu wygrał najsłynniejszy na świecie wyścig wioślarski. Rozmowa z Michałem Płotkowiakiem

    Dodane: 2017-03-27

8 lat temu wygrał najsłynniejszy na świecie wioślarski wyścig między uczelniami Oksford i Cambridge. Michał Płotkowiak, bo o nim mowa urodził się 20 sierpnia 1981 roku w Poznaniu.

Wioślarz, młodzieżowy mistrz Polski, reprezentant kadry narodowej juniorów oraz młodzieżowej w latach 1999-2004. W roku 2007 i 2009 jako pierwszy i jak na razie jedyny Polak wiosłował w łódce reprezentacji Oxfordu podczas The Boat Race.

Michał Płotkowiak.jpg

Swoją karierę zawodniczą rozpoczynał w barwach klubu Posnania Poznań, który reprezentował do 1998 roku. Następnie przeszedł do KW 04 Poznań, w  barwach którego wywalczył tytuł mistrza Polski w 2003 roku w kategorii młodzieżowej oraz wicemistrza seniorów w jedynkach w 2002 roku.

Jest absolwentem Politechniki Poznańskiej i Uniwersytetu w Hanowerze, doktorem Oksfordu w dziedzinie inżynierii biomedycznej.

Na Politechnice Poznańskiej studiował budownictwo i w ramach programu Erasmus wyjechał do Hanoweru, gdzie pozostał do końca studiów. Po obronie dyplomu, mając wybór między różnymi uczelniami zagranicznymi, ostatecznie zdobył miejsce na studiach doktoranckich z zakresu  inżynierii biomedycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim. W Oxfordzie pracował wówczas z wioślarzami Polak, Dan Topolski, przez 11 lat był trenerem uczelnianej ósemki, która dziewięć razy zwyciężała.

O The Boat Race Michał wypowiedział się w jednym z wywiadów „To naprawdę morderczy wyścig. Dystans prawie trzy razy dłuższy niż na zawodach, a mimo to wiosłujemy w tempie około 36 uderzeń na minutę, czyli praktycznie takim samym jak na torze o długości 2000 metrów. W dodatku na Tamizie jest bardzo często silna fala, występują prądy. Nikt w obu osadach się nie oszczędza, mobilizacja jest ogromna. Ostatnie dwa tygodnie przed regatami mieszkamy w Londynie, jemy wyjątkowo obficie i myślimy tylko o jednym. Kto w tym wyścigu jest drugi, wszystko przegrywa. Napięcie olbrzymie, po porażce nie można się pozbierać. Sam to przeżyłem w 2007 roku. Jednak uczucia po sukcesie są jeszcze bardziej intensywne.”

Poznańskie Dragony: Jak z perspektywy czasu oceniasz swój start 10 lat temu?

Michał Płotkowiak: Lata spędzone w Oksfordzie były dla mnie przełomowe, zarówno ze względów sportowych jak i naukowych. Dla mnie życie składa się z kolejnych ekscytujących celów, do których dążę. Nie wszystko jest zaplanowane z dużym wyprzedzeniem,  czasem zupełnie przypadkiem znajduję nowe wyzwania. Dziesięć lat temu chciałem być pierwszym Polakiem w Boat Race, którego historia liczy aż 168 lat. W 2007 roku mieliśmy dobry zespół, ale osada Cambridge okazała się lepsza. Przegrana była dla nas wielkim zawodem.  Jednak  okazało się, że  porażkę można przekuć w sukces i dzięki ciężkiej pracy całego zespołu w 2009 roku wygraliśmy wyścig.

PD: Czy utrzymujesz kontakt ze swoją pierwszą osadą?

MP: Kontakty utrzymujemy, ale więzi nie są tak silne jak ze zwycięską osadą z 2009 roku. W tym roku mamy 10- lecie i większość osady przyjedzie do Londynu na czas tegorocznego Boat Race. Jestem pewien, iż za 2 lata, kiedy będziemy obchodzić  10- lecie zwycięskiej osady z 2009, przyjadą wszyscy.

PD: Czy będąc w Tak ciężkim treningu na uczelni nie myślałeś nigdy by spróbować swoich sil w kadrze narodowej?

MP: W kadrze narodowej wiosłowałem jako junior i młodzieżowiec. Wiedziałem, że aby osiągać najwyższe wyniki musiałbym swoje życie całkowicie podporządkować  treningom. Kocham wioślarstwo, ale trenując 3 razy dziennie, wyraźnie odczuwałem brak czasu na  rozwój moich innych zainteresowań. Wiosłowanie w barwach Oxfordu było dla mnie osiągnięciem ideału - mogłem studiować i trenować  na najwyższym światowym poziomie.

PD: Czy mógłbyś wymienić podstawowe różnice pomiędzy wioślarstwem w Anglii i w Polsce?

MP: W Anglii to sport masowy. Tradycje wioślarskie są bardzo mocno zakorzenione w szkołach i na uczelniach. Poza tym klimat w Anglii jest dużo łagodniejszy co pozwala wiosłować praktycznie przez cały rok. Od najmłodszych lat dba się w klubach o prawidłową sylwetkę zawodnika  podczas wiosłowania, dobiera się  odpowiednie ćwiczenia w celu unikania kontuzji.

W Anglii przez ostatnie lata wioślarstwo doczekało się, moim zdaniem, przesadnego dofinansowania, które z pewnością nie jest możliwe do utrzymania na dłuższą metę. Niszczy to  amatorski smak tego sportu ale pozwala na zdobywanie większej ilości medali olimpijskich.

PD: Czy miałbyś jakieś  rady dla zawodników którzy zastanawiają się nad studiami za granica, w Anglii, bądź w USA?

MP: Niech każdy realizuje swoje cele i szuka własnej drogi. Jeżeli studia przeszkadzają w osiągnieciu jakiegoś celu to wówczas możliwe, że są stratą czasu. Dla mnie studia na Oksfordzie były bardzo dobrą decyzją. Jeżeli chodzi o USA  wioślarstwo pozwala na otrzymanie stypendiów sportowych, które znacznie obniżają koszty studiów. Jest to bardzo atrakcyjna propozycja dla kogoś kto chciałby studiować np. na którymś uniwersytecie z Ivy League. Obecnie nasz najlepszy wioślarz z bardzo dobrymi perspektywami na medale olimpijskie, Natan Wegrzycki-Szymczyk, studiuje na uniwersytecie w Barkley w Kaliforni. W Anglii nie ma stypendiów sportowych.

PD: Skończyłeś Inżynierię biomedyczna a teraz jesteś analitykiem finansowym, skąd pomysł podjęcia takiego zawodu?

MP: Od 6 lat pracuje jako inwestor giełdowy. Jest to fascynujący zawód gdyż większość czasu spędzam zastanawiając się jak funkcjonuje świat i rozwiązuje problemy łącząc wiedze z różnych  dziedzin takich jak psychologia, matematyka, oraz ekonomia. Rynek giełdowy nieustannie uczy pokory, a wyniki osiągnięte w przeszłości absolutnie nie gwarantują przyszłości. Zupełnie jak w sporcie, gdzie każdy sezon, każde zawody są nowym wyzwaniem. Przez ostatnie 5 lat starałem się opracować mój własny system inwestowania i udowodnić jego działanie i zamierzam spędzić kolejne 5 lat starając się znacznie pobić rezultaty rynkowe.

PD: Czy trenowanie wioślarstwa pomogło Ci i pomaga teraz w życiu zawodowym?

MP: Jak we wszystkim są plusy i minusy i wszystko polega na identyfikacji poszczególnych wspólnych składowych i potęgowanie ich w następnych przedsięwzięciach. Przygoda ze sportem wyczynowym pozwala na poznanie samego siebie i zrozumienie, że ograniczenia są głównie tam, gdzie sami je widzimy. Talent jest znikomym elementem sukcesu, ale absolutną podstawą jest wytrwała praca. Dopiero po wielu latach wioślarskiego treningu odniosłem stan zadowolenia co jest dla mnie poczuciem najwyższego spełnienia i wiem że podobnie jest w życiu zawodowym. Poza tym nie widzę różnicy między wiosłowaniem, a życiem zawodowym, staram się po prostu robić to co mnie pasjonuje, obecnie jest to inwestowanie. Cecha mniej pożyteczna w inwestowaniu to zbytnia pewność siebie. W sporcie trzeba wierzyć w zwycięstwo nawet gdy jest ono niemożliwe. Natomiast inwestor musi  zachować  elastyczność  w swoich opiniach, ciągle szukać przeciwnych argumentów, starając się podważyć własną tezę i zmienić te opinie jeżeli prawdopodobieństwo nie wskazuje że mamy racje.

PD: Twoja żona (Julia Michalska) jak wiemy też była wybitną zawodniczka z medalem olimpijskim. Czy dzieci też pójdą w ślady rodziców?

MP: Żona połączyła talent z bardzo ciężką pracą, stąd olimpijski medal. Był to jej wybór i jestem przekonany iż gdyby spełniała oczekiwania swoich rodziców to nie osiągnęłaby takich sukcesów. Jeśli chodzi o nasze dzieci to żyją w bardzo ciekawych czasach, trudno przewidzieć jak świat będzie wyglądał za 10 lat, wiec tym bardziej nie zamierzamy ich specjalnie ukierunkowywać i staramy się poskromić nasze rodzicielskie ambicje.